Aloes, żurawina, aronia – ich skuteczność potwierdziła nauka. W medycznych laboratoriach ciągle odkrywane są nowe cenne właściwości ziół. Badacze podejrzewają, że w naturalnych źródłach wciąż kryje się lekarstwo nawet na raka.
Czy dziś, kiedy jest tak wiele środków chemicznych, warto parzyć sobie ziółka? Jest takie przekonanie, że jeśli przyjmujemy gotowe leki,to jesteśmy nowocześni. Stosowanie ziół kojarzy nam się z zabobonem, czarownicami, magią. Niesłusznie.
Zioła były pierwszymi lekami, jakie ludzie z dobrym skutkiem stosowali od tysiącleci. Z czasem z ich wyciągów powstało wiele popularnych specyfików, np. aspiryna z kory wierzby. Zaletą leków roślinnych jest to, że działają w małych dawkach, chociaż wolniej.
Nasz organizm jest do nich przyzwyczajony, bo ludzie od wieków jedli zioła, które my odkrywamy jako przyprawy poprawiające smak i ułatwiające trawienie. Większość specyfików chemicznych ma zaś mniej niż 50 lat. Nie znały ich nasze prababki, a przecież kurując się ziołami, dożywały w dobrym zdrowiu późnej starości. Naturalnie, można powiedzieć, że średnia wieku była wtedy niższa. Ale wynikało to z dużej umieralności niemowląt. Faktem jest, że w tamtych czasach byli też ludzie, którzy dożywali dziewięćdziesiątki.
Trudno przestać stosować leki z apteki. Czy jednak nie sięgamy po nie zbyt pochopnie? Zdecydowanie tak. Nie możemy z nich zrezygnować, ale warto nauczyć się je rozsądnie stosować. Bierzemy ich przede wszystkim za dużo. Jak wynika z badań, osoby po 60. roku życia, korzystając z porad różnych specjalistów, przyjmują codziennie po 7-11 leków. Organizm nie jest w stanie ich przetrawić. W efekcie cierpi na tym wątroba, odpowiedzialna za metabolizm. Chorzy biorą jednocześnie to, co przepisał im internista, gastrolog, laryngolog czy kardiolog, i nie zdają sobie sprawy, że między tymi lekami mogą zachodzić niepożądane interakcje. W rezultacie kuracja im nie pomaga, a nawet czują się gorzej.
Niektóre leki można by całkowicie odstawić, gdyby zmienić styl życia i sposób odżywiania. Jeśli godzinami siedzimy w zamkniętym pomieszczeniu, nie ruszamy się, jemy mało ryb, organizm buntuje się i daje znać o tym obrażoną odpornością. Łatwo wtedy dopadają nas różne choroby. A przecież wystarczyłoby pobyć trochę na słońcu. To zapewni nam dawkę witaminy D, która wzmacnia odporność. Zanim więc sięgniemy po tabletkę od bólu głowy, najpierw wybierzmy się na spacer.